Project Tag: Arizona

Wyprawa fotograficzna USA 2019 (VI) – Grand Canyon, Hopi…

Park Narodowy Wielkiego Kanionu, położony w północno-zachodniej Arizonie, chroni wąwóz rzeki Kolorado, uważany za jeden z cudów świata. Wielki Kanion został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1979 roku. W lutym tego roku obchodził 100-lecie istnienia. Wielki Kanion, jak również rozległy system kanionów bocznych, jest ceniony ze względu na połączenie wielkości, głębokości i odsłoniętych warstw barwnych skał sięgających czasów prekambryjskich. Sam kanion został utworzony przez rzekę Kolorado i jej dopływy po wyniesieniu Płaskowyżu Kolorado, który spowodował żłobienie wąwozu wzdłuż obecnej ścieżki. Głównymi obszarami publicznymi parku są Krawędzie – Południowa i Północna. Reszta parku jest niezwykle trudno dostępna, ​​chociaż do wielu miejsc można dotrzeć pieszymi szlakami. Około 90% odwiedzających przyjeżdża na krawędź południową (choć osobiście uważam, że północna jest bardziej niesamowita).

Przejeżdżając przez rezerwat Navajo Nation docieramy do leżącego w jego środku maleńkiego rezerwatu Hopi, wydzielonego dla ludzi z plemion Hopi i Arizona Tewa. Wydzielony rezerwat ma powierzchnię 6 557 km2 i około 7000 mieszkańców. Do niedawna Navajo i Hopi współdzieliły obszar Navajo–Hopi Joint Use Area, jednak dążenie kompanii węglowej do uruchomienia w tym regionie, znanym jako Czarna Mesa wydobycia węgla, usankcjonowane przez akty Kongresu w 1974 i 1996 r., doprowadziły do trwających do dzisiaj kontrowersji. Od lat 60. XX wieku Peabody Western Coal Company, wydobywa tam węgiel, jednocześnie zużywając ogromne ilości cennej w tym półpustynnym obrzezek wody, co dla ludzi obu plemion jest postrzegane jako pogwałcenie Matki Ziemi. System wiosek zbudowanych w stylu pueblo tradycyjnie używanym przez Hopi łączy trzy wzniesienia (mesy). Walpi – założone w 1690 r po tym, jak wioski u podnóża mesy Koechaptevela zostały porzucone z obawy przed hiszpańskimi represjami po powstaniu Pueblo Revolt z 1680 roku – jest najstarszą wioską na Pierwszej Mesie. Ludzie Tewa mieszkają na Pierwszej Mesie. Hopi zajmują Drugą Mesę i Trzecią Mesę. Rada plemienna Hopi jest lokalnym organem zarządzającym, składającym się z wybranych przedstawicieli wiosek. Jego uprawnienia zostały mu nadane na mocy konstytucji plemienia Hopi. Zatrzymujemy się w Oraibi – wiosce należącej do plemienia Hopi, która znajduje się w Trzeciej Mesie w pobliżu wioski Kykotsmovi. Oraibi uważane jest za najstarsze stale zamieszkałe osiedle w Ameryce Północnej, założone przed rokiem 1100 ne. Według archeologicznych spekulacji, Hopi zostali zmuszeni do porzucenia niektórych swoich mniejszych wiosek na tym obszarze z powodu szeregu poważnych susz w końcu XIII wieku. W rezultacie Hopi skupili się w kilku skupiskach ludności w okolicy. Oraibi należy do ocalałych osiedlia. Dziś tylko nieliczni rdzenni mieszkańcy zamieszkują małe domy, ale tutaj kupuję moją Katchinę. Następnie zatrzymujemy się w Walpi, niestety jest to dzień ceremonii i nikt z zewnątrz nie może wejść do ufortyfikowanej wioski na klifie (w innych przypadkach można ją odwiedzić, ale tylko z przewodnikiem).

Wreszcie docieramy do Parku Narodowego Petrified Forest, który został nazwany na cześć dużych złóż skamieniałego drewna. Park obejmuje około 600 km2, chroniąc półpustynny step, jak również wysoce zerodowane, wielobarwne badlandy. Petrified Forest znany jest ze skamieniałości, zwłaszcza skamieniałych drzew, które żyły w późnym triasie, około 225 milionów lat temu. Osady zawierające skamieniałe kłody są częścią rozległej i kolorowej formacji Chinle. Około 60 milionów lat temu Płaskowyż Kolorado, którego częścią jest park, został wypchnięty w górę przez siły tektoniczne i narażony na zwiększoną erozję. Wszystkie warstwy skalne parku nad warstwą Chinle, zostały usunięte przez wiatr i wodę. Oprócz skamieniałych kłód znalezione w parku skamieniałości obejmowały paprocie późnego triasu, sagowce, miłorzęby i wiele innych roślin, a także faunę, w tym gigantyczne gady zwane fitozaurami, duże płazy i wczesne dinozaury. Paleontolodzy odkrywają i badają skamieniałości parku od początku XX wieku.

2012

USA 2012 – dzień 7 – Kanion Antylopy, North…

To pierwszy chyba w trakcie wyjazdu dzień, kiedy nie musimy zrywać się o świcie. By zrobić zdjęcia słynnych smug światła należy do kanionu Antylopy wejść w godzinach okołopołudniowych – jesteśmy umówieni na „Photo Tour” na godzinę jedenastą, więc na miejscu – które od Page oddalone jest o kwadrans jazdy samochodem, planujemy dotrzeć około 10:00 – 10:30. Śniadanko, potem drobne zakupy warzywno-owocowo-ciasteczkowe – plus oczywiście zapas wody, i jedziemy. Dopisujemy się do krótkiej listy grupy, która będzie fotografowała i po chwili, w ósemkę, ruszamy otwartym jeepem piaszczystym dnem suchej rzeki w kierunku górnego odcinka kanionu Antylopy. Koniec drogi jeepów znaczy pęknięta skała, z której zdaje się wypływać rzeka piasku – to gardziel kanionu. Obok stoi już kilka innych jeepów. Wyładunek i w drogę. Wrażenia z kanionu trudno nawet próbować opisać – zdjęcia oddają najlepiej to co tam się dzieje, choć nie ukazują kotłującego się tłumu turystów wędrujących w grupach w te, i z powrotem, przepychanki, walki naszego przewodnika – Indianina Navajo imieniem Dale, by wykroić dla nas z tego tłumu chwile sam na sam z kanionem, oczekiwania na moment, kiedy wąski promień światła ześliźnie się po ścianie kanionu i dotknie jego dna. Pyłu zawieszonego w powietrzu wspomaganego przez przewodników wrzucających w strugi światła piasek by jeszcze lepiej podkreślić grę światła. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 7 – Kanion Antylopy, North Rim Grand Canyon N.P.”

2012

USA 2012 – dzień 6 – Petrified Forest N.P.,…

Rano – wczesny wyjazd. Po drodze jednak zamiast zawinąć do jakiegoś baru na śniadanie – wtapiamy do sklepu handlującego wszystkim, co da się zrobić ze skamieniałego drewna. Choć bowiem najbogatsze złoża tego surowca są pod ochroną w parku narodowym, do którego zmierzamy, inne – leżące na prywatnych terenach, dostarczają ogromnych ilości tego niezwykłego materiału, z którego wykonuje się się wszystko – od szlifowanych plastrów, które można ustawić na stole jako ozdobę po – stoły. Stołu jednak nie miałbym jak przewieźć w bagażu podręcznym. Poza tym cena. Kilkadziesiąt tysięcy dolarów to o kilka dolarów zbyt dużo. Mimo to sklep opuszczamy lżejsi o sporo dolarów, a nasze bagaże znacząco cięższe – kawałek skamieniałego drewna waży całkiem sporo. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 6 – Petrified Forest N.P., Canyon de Chelly, Monument Valley”

2012

USA 2012 – dzień 5 – powrót z kanionu…

Rano budzi nas indiański ranger przypominając, że konie już czekają. Zbieramy śpiwory, pianki i namioty. Pakujemy i wędrujemy na wschodni koniec kampingu gdzie czekają na nas Indianie Havasupai i ich słynne konie. Bagaże wędrują do jednego z Indian, który zarządza transportem „towaru”, my do Indianki odpowiedzialnej za „zwłoki” (po wczorajszym dniu tak mniej więcej się czuję). Maciek, jako doświadczony jeździec, będzie prowadził. Kasia – bez doświadczenia – ląduje na sznurku, na którym poprowadzi ją nasza przewodniczka. Ja – ze średnim doświadczeniem jeździeckim – ląduję w środku konwoju. Bez sznurka -czyli z odrobiną władzy. W końcu wyruszamy – na razie do „Tourist Office” żeby zapłacić za tę przyjemność. Po drodze mijamy – i żegnamy – kolejne wodospady tego rajskiego zakątka. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 5 – powrót z kanionu Havasupai, Meteor Crater”

2012

USA 2012 – dzień 4 – kanion Havasupai

Obudziliśmy się tym razem nieco później niż planowaliśmy, ale wciąż jeszcze przed świtem. Dzięki temu zdążyliśmy się przygotować do wymarszu i wyruszyć gdy światło Słońca dotknęło przeciwległej krawędzi kanionu, w głąb którego mieliśmy zejść. Gdy przygotowywaliśmy plecaki, wodę i sprzęt – jak również samochód, który miał tu pozostać bez opieki przez kolejną noc, na parking zajechał autokar wypuszczając sporą gromadkę młodzieży przypominającej nieco skautów. Ci jednak byli zwarci i gotowi i ruszyli znacznie wcześniej niż my, więc na szlaku było cicho i spokojnie.

Ścieżka po dwóch zakrętach wyprowadziła nas nad coś na kształt gardzieli, którą następnie zakosami gwałtownie powędrowała kilkaset metrów poniżej. Dla pieszego jednak była wystarczająco szeroka, by nie powodować lęku, a jedynie zachwyt otwierającym się coraz szerzej krajobrazem. Gdy dotarłem do wzniesienia u jej dolnego końca niezwykłość otoczenia, ściany kanionu wokół mnie, wschodzące Słońce, i widok rudych zadrapań w jego dnie, zadrapań, które jak się słusznie domyśliłem były kolejnym stopniem w dół, wąskim kanionem, który miał nas za kilka godzin doprowadzić do doliny Błękitnej Wody – wszystko to spowodowało, że poczułem ogromny zachwyt tym miejscem, wibrującym wprost jakąś niesamowitą energią. I nie był to ostatni raz tego dnia, kiedy stałem oniemiały przed otaczającym mnie pięknem.
Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 4 – kanion Havasupai”

2012

USA 2012 – dzień 3 – Zapora Hoovera

Wieczorem Kasia przyznała się, że od wylądowania ma problem z nogą. Spacery w sięgającym 46º upale w Dolinie Śmierci jakoś, o dziwo, nie pomogły. A że wcześniej miewała problemy więc powinniśmy zajrzeć do jakiegoś lekarza. OK. Przyglądam się trasie i wychodzi na to, że najsensowniejszym miejscem będzie szpital regionalny w Kingsman. Na początek śniadanie w czymś a’la cukierenka przy naszym motelu – Coco’s Bakery. Smacznie i niedrogo. Czyli super.

Zanim ruszymy w dalszą drogę musimy jeszcze zrobić nieduże zakupy w Las Vegas, a skoro już jedziemy przez to dziwne miasto, to przejedźmy się wzdłuż „the Strip” jak najdalej na północ, aż do miejsca gdzie zaczyna być widać kryzys – wyburzone kasyna, które miały zastąpić nowsze straszą pustymi placami albo niedokończonymi budowami. Zawracamy i kierujemy się w stronę walmartu. Po drodze tankowanie. Potem zakupy – jabłka, banany, ice-box, woda, pieczona fasolka w puszkach – w Supai może być drogo, albo wcale. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 3 – Zapora Hoovera”


Hit Counter provided by orange county plumbing