Project Tag: USA

2012

USA 2012 – dzień 12 – Extraterrestial Highway

Ten dzień to jazda przez pustkowia i odludzia. „Extraterrestial Highway” wita nas znak przy drodze – Droga Pozaziemska, stanowa droga numer 375, która biegnie niedaleko słynnej tajnej amerykańskiej bazy wojskowej – Area 51, w której podobno badane są szczątki pojazdów obcych. Jadąc przez pustkowie, z drogą która prostą linią tnie widnokrąg na dwie równe połówki, zastanawiam się, ile tych wizji wynikło z nudów. W ciagu całego dnia jazdy jedyne cokolwiek większe miejscowości to Calliente i Tonopah. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 12 – Extraterrestial Highway”

2012

USA 2012 – dzień 11 – Canyonlands, Arches

Czy czwarta godzina dnia, szczególnie po dwóch godzina snu to czwarta w nocy, czy czwarta nad ranem? Pytanie niech pozostanie retorycznym, bowiem jaka by nie była, była to pora pobudki, jeżeli chcieliśmy zdążyć na wschód Słońca w Mesa Arch Point w parku narodowym Canyonlands. Zwlekliśmy zatem nasze nieprzytomne zwłoki z prycz w kabinie KOA w Moab i wrzucili na siedzenia Explorera. Ponieważ Maciek spał najdłużej – pełne dwie i pół godziny w odróżnieniu od moich godziny i pół to on zasiadł za kierownicą, a ja robiłem za pilota w krótkich momentach świadomości. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 11 – Canyonlands, Arches”

2012

USA 2012 – dzień 10 – Zebra Slot, Capitol…

Rano wczesna pobudka i szybkie śniadanie w restauracji będącej częścią motelu Circle D – najlepszego jako dotąd na naszej trasie. Jajka rozczarowują Maćka więc domawia jeszcze omlet… Jego prywatny tasiemiec nie da się oszukać byle czym. Ruszamy w drogę 12-ką, ale za chwilę opuszczamy asfalt kierując się w prawo w Hole-in-the-Rock Road, żwirową drogę wiodącą w dół Escalante ku jednej z przepraw przez Colorado. Kiedyś drogi tej używali osadnicy, bowiem od przeprawy wiodła wzdłuż Harris Wash, generalnie suchej rzeki, która jednak od czasu do czasu dostarczała wody skrytej w bocznych kanionach szczelinowych. Zmierzamy ku jednemu z nich – szczelinie Zebry (Zebra Slot). Za nami unosi się tuman pyłu, ale Explorer sprawnie radzi sobie z nierównościami. Zerkam na GPS-a żeby nie przegapić miejsca, gdzie trzeba zostawić auto i ruszyć w otaczającą nas półpustynię. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 10 – Zebra Slot, Capitol Reef N.P.”

2012

USA 2012 – dzień 9 – Bryce N.P. –…

Pakujemy się i po śniadaniu, na które tym razem udało mi się upiec sobie gofra i zjeść go z syropem klonowym, opuszczamy Royal Inn w Kanab. Z wszystkich moteli ten chyba najmniej akurat zasłużył na miano królewskiego. Ale tak to już jest, że reklama jest dźwignią handlu. Generalnie Kanab sprawia wrażenie, jakby składał się wyłącznie z moteli i stacji benzynowych. Tu i ówdzie przetkanych jakimś sklepikiem. Skręcamy na północ, jedziemy w górę, a otaczająca dolina staje się coraz żyźniejsza. Na wschód widać rosnące pasmo gór, w które wiem, że wgryzają się amfiteatry Bryce. Gdy skręcamy ku niemu pojawiają się pierwsze smaczki – Red Canyon, z ogniście czerwonymi iglicami hoodoo pnie się na lewo od drogi.

Przerwa na zdjęcia, a potem dalej wspinamy się samochodem na płaskowyż,  z którego skręt w prawo kieruje nas już do bram Parku Narodowego Bryce Canyon. Po drodze mijamy Ruby’s Inn – rozbudowany zespół hotelowy obsługujący park. Za nim zaczyna się las, dalej bramki wjazdowe i jesteśmy już przy Visitor Center. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 9 – Bryce N.P. – Zaćmienie Słońca”

2012

USA 2012 – dzień 8 – Zion N.P.

Rano szybkie śniadanie w Royal Inn i wskakujemy do samochodu by odwiedzić lokalne Bureau of Land Management – urząd zarządzający terenami federalnymi, w którym codziennie odbywa się losowanie wejściówek do Fali – the Wave of Escalante. Miejsce to jest niezwykle popularnym celem wędrówek fotograficznych, a BLM zdecydowało o ograniczeniu liczby osób, jakie wpuszcza na ten kawałek pustyni do dwudziestu osób dziennie. Z jednej strony podyktowane jest potrzebą ochrony niezwykłego miejsca, z drugiej niechęcią agencji do organizowania wypraw ratunkowych – trasa bowiem wiedzie przez nieoznakowaną pustynię i podobno często ktoś tam się gubi. Z puli dwudziestu miejsc dziesięć można zarezerwować z czteromiesięcznym wyprzedzeniem (jednak zanim ustaliłem gdzie jest Wave i spróbowałem ją wkomponować w naszą trasę miejsca były zarezerwowane już do końca sierpnia), a pozostałem dziesięć jest losowane w codziennej loterii. Do BLM docieramy jako jedni z pierwszych jednak to nie kolejność jest istotna, a łut szczęścia. A chętnych dzisiaj jest nieco ponad 100 osób. Tyle co wczoraj.

Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 8 – Zion N.P.”

2012

USA 2012 – dzień 7 – Kanion Antylopy, North…

To pierwszy chyba w trakcie wyjazdu dzień, kiedy nie musimy zrywać się o świcie. By zrobić zdjęcia słynnych smug światła należy do kanionu Antylopy wejść w godzinach okołopołudniowych – jesteśmy umówieni na „Photo Tour” na godzinę jedenastą, więc na miejscu – które od Page oddalone jest o kwadrans jazdy samochodem, planujemy dotrzeć około 10:00 – 10:30. Śniadanko, potem drobne zakupy warzywno-owocowo-ciasteczkowe – plus oczywiście zapas wody, i jedziemy. Dopisujemy się do krótkiej listy grupy, która będzie fotografowała i po chwili, w ósemkę, ruszamy otwartym jeepem piaszczystym dnem suchej rzeki w kierunku górnego odcinka kanionu Antylopy. Koniec drogi jeepów znaczy pęknięta skała, z której zdaje się wypływać rzeka piasku – to gardziel kanionu. Obok stoi już kilka innych jeepów. Wyładunek i w drogę. Wrażenia z kanionu trudno nawet próbować opisać – zdjęcia oddają najlepiej to co tam się dzieje, choć nie ukazują kotłującego się tłumu turystów wędrujących w grupach w te, i z powrotem, przepychanki, walki naszego przewodnika – Indianina Navajo imieniem Dale, by wykroić dla nas z tego tłumu chwile sam na sam z kanionem, oczekiwania na moment, kiedy wąski promień światła ześliźnie się po ścianie kanionu i dotknie jego dna. Pyłu zawieszonego w powietrzu wspomaganego przez przewodników wrzucających w strugi światła piasek by jeszcze lepiej podkreślić grę światła. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 7 – Kanion Antylopy, North Rim Grand Canyon N.P.”

2012

USA 2012 – dzień 6 – Petrified Forest N.P.,…

Rano – wczesny wyjazd. Po drodze jednak zamiast zawinąć do jakiegoś baru na śniadanie – wtapiamy do sklepu handlującego wszystkim, co da się zrobić ze skamieniałego drewna. Choć bowiem najbogatsze złoża tego surowca są pod ochroną w parku narodowym, do którego zmierzamy, inne – leżące na prywatnych terenach, dostarczają ogromnych ilości tego niezwykłego materiału, z którego wykonuje się się wszystko – od szlifowanych plastrów, które można ustawić na stole jako ozdobę po – stoły. Stołu jednak nie miałbym jak przewieźć w bagażu podręcznym. Poza tym cena. Kilkadziesiąt tysięcy dolarów to o kilka dolarów zbyt dużo. Mimo to sklep opuszczamy lżejsi o sporo dolarów, a nasze bagaże znacząco cięższe – kawałek skamieniałego drewna waży całkiem sporo. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 6 – Petrified Forest N.P., Canyon de Chelly, Monument Valley”

2012

USA 2012 – dzień 5 – powrót z kanionu…

Rano budzi nas indiański ranger przypominając, że konie już czekają. Zbieramy śpiwory, pianki i namioty. Pakujemy i wędrujemy na wschodni koniec kampingu gdzie czekają na nas Indianie Havasupai i ich słynne konie. Bagaże wędrują do jednego z Indian, który zarządza transportem „towaru”, my do Indianki odpowiedzialnej za „zwłoki” (po wczorajszym dniu tak mniej więcej się czuję). Maciek, jako doświadczony jeździec, będzie prowadził. Kasia – bez doświadczenia – ląduje na sznurku, na którym poprowadzi ją nasza przewodniczka. Ja – ze średnim doświadczeniem jeździeckim – ląduję w środku konwoju. Bez sznurka -czyli z odrobiną władzy. W końcu wyruszamy – na razie do „Tourist Office” żeby zapłacić za tę przyjemność. Po drodze mijamy – i żegnamy – kolejne wodospady tego rajskiego zakątka. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 5 – powrót z kanionu Havasupai, Meteor Crater”

2012

USA 2012 – dzień 4 – kanion Havasupai

Obudziliśmy się tym razem nieco później niż planowaliśmy, ale wciąż jeszcze przed świtem. Dzięki temu zdążyliśmy się przygotować do wymarszu i wyruszyć gdy światło Słońca dotknęło przeciwległej krawędzi kanionu, w głąb którego mieliśmy zejść. Gdy przygotowywaliśmy plecaki, wodę i sprzęt – jak również samochód, który miał tu pozostać bez opieki przez kolejną noc, na parking zajechał autokar wypuszczając sporą gromadkę młodzieży przypominającej nieco skautów. Ci jednak byli zwarci i gotowi i ruszyli znacznie wcześniej niż my, więc na szlaku było cicho i spokojnie.

Ścieżka po dwóch zakrętach wyprowadziła nas nad coś na kształt gardzieli, którą następnie zakosami gwałtownie powędrowała kilkaset metrów poniżej. Dla pieszego jednak była wystarczająco szeroka, by nie powodować lęku, a jedynie zachwyt otwierającym się coraz szerzej krajobrazem. Gdy dotarłem do wzniesienia u jej dolnego końca niezwykłość otoczenia, ściany kanionu wokół mnie, wschodzące Słońce, i widok rudych zadrapań w jego dnie, zadrapań, które jak się słusznie domyśliłem były kolejnym stopniem w dół, wąskim kanionem, który miał nas za kilka godzin doprowadzić do doliny Błękitnej Wody – wszystko to spowodowało, że poczułem ogromny zachwyt tym miejscem, wibrującym wprost jakąś niesamowitą energią. I nie był to ostatni raz tego dnia, kiedy stałem oniemiały przed otaczającym mnie pięknem.
Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 4 – kanion Havasupai”

2012

USA 2012 – dzień 3 – Zapora Hoovera

Wieczorem Kasia przyznała się, że od wylądowania ma problem z nogą. Spacery w sięgającym 46º upale w Dolinie Śmierci jakoś, o dziwo, nie pomogły. A że wcześniej miewała problemy więc powinniśmy zajrzeć do jakiegoś lekarza. OK. Przyglądam się trasie i wychodzi na to, że najsensowniejszym miejscem będzie szpital regionalny w Kingsman. Na początek śniadanie w czymś a’la cukierenka przy naszym motelu – Coco’s Bakery. Smacznie i niedrogo. Czyli super.

Zanim ruszymy w dalszą drogę musimy jeszcze zrobić nieduże zakupy w Las Vegas, a skoro już jedziemy przez to dziwne miasto, to przejedźmy się wzdłuż „the Strip” jak najdalej na północ, aż do miejsca gdzie zaczyna być widać kryzys – wyburzone kasyna, które miały zastąpić nowsze straszą pustymi placami albo niedokończonymi budowami. Zawracamy i kierujemy się w stronę walmartu. Po drodze tankowanie. Potem zakupy – jabłka, banany, ice-box, woda, pieczona fasolka w puszkach – w Supai może być drogo, albo wcale. Czytaj więcej „USA 2012 – dzień 3 – Zapora Hoovera”


Hit Counter provided by orange county plumbing