Park Narodowy Westland Tai Poutini (lodowce Franz Josef i Fox) – bliźniacze jeziora Wanaka i Hawea

Park Narodowy Westland Tai Poutini (lodowce Franz Josef i…

Rano pogoda nadal przypomina dlaczego Maorysie nazwali Nową Zelandię Aotearoa – lądem długiej, białej chmury. Z nieba siąpi. Jest mglisto i…. jakoś tak byle jak. Wjeżdżamy do doliny lodowca Franz Josef – jednego z wielu lodowców parku narodowego Westland Te Poutini – z zamiarem szybkiego odhaczenia tego punktu programu. Pogoda nie nastaraja. Jednak widok doliny wypełnionej rwącymi się mgłami i wysokich wodospadów spadających ze stromych skalnych ścian nagle zmienia nasze nastawienie. Praktycznie biegniemy przez deszczowy, paprociowy las. Tętniący życiem. Wybiegamy na dno lodowcowej doliny, pozbawionej roślinności, szarej szarym żwirem zmielonym przez lodowiec, tórej dnem meandruje lodowcowy potok. Spod niskich chmur spadają pełne wody wodospady. Szlak lawiruje między żwirowymi wzniesieniami rzeźbionymi wspólnymi siłami lodowca i wody. Tradycyjnie daję się zmoczyć wodospadowi – tylko tak można weń wejść. Potem kieujemy się do moreny czołowej cofajacego się od kilku lat lodowca. Linki wyznaczają bezpieczną odległość. Nadal od czoła dzieli nas kilkaset metrów. Część lodowca jest błekitna – niebiskim błekitem lodu. Na prawo widać lodową grotę, z której wypływa strumień.

Dolina lodowca Fox jest równie wspaniała. Trudno powiedzieć na ile mżący deszcz odpowiada za liczbę widocznych wodospadów, ale pewnie ma coś do powiedzenia. Nie potrafię oprzeć się kaskadom wody rozbijającej się na żłobionych przez lodowiec głazach. Sam lodowiec jest bardziej niebieski i chyba potężnieszy od Franz Josef. Piękny. Niebieski lód.

Dalej droga najpierw jakby się nie mogła zdecydować co wybrać, piękne morze, czy piękne góry. Lawiruje miedzy brzegiem morza Tasmana, a Alpami Południowymi aż podejmuje decyzję i wbija się w góry wzdłuż rzeki Haast szukając połozonej nad nami na wysokości 562metrów przełęczy Haast. Nad nami wznoszą się ośnieżone szczyty parku narodowego Mount Aspiring. Obok mendruje rzeka Haast. Chmury gdzieś znikły ustępując miejsca błekitnemu niebu rozpiętemu pomiędzy ostrymi górskimi szczytami. Tradycyjny w tej części jednopasmowy most Gates of Haast przerzucono ponad boskim wodospadem huczącej błekitnej wody.

Za przełęczą towarzyszy nam rzeka Makarora prowdząc nas nad brzeg długiego na ponad 40 kilometrów jeziora Wanaka wypełnijącego polodowcową dolinę. Równolegle do niego, w sąsiedniej dolinie, leży mające długość 35 kilometrów bliźniacze jezioro Hawea. Znad jego wysokiego brzegu obserwujemy zmierzch, nasycający barwy głębokim błekitem. Z zawieszonym nad taflą Księżycem w pełni.

Dalej droga wiedzie pustą doliną. Mosty przerzucono nad potokami bez nazw. Jedynie z numerami. Spadamy serpentynami na dno doliny. Mijamy Christchurch by wreszcie późnym wieczorem dotrzeć do Te Anau.

Tomasz Czarnecki
Urodzony w roku lądowania na Księżycu... ale na razie nie udało mi się tam polecieć. Fotografuję od podstawówki, pierwszy aparat to smiena, jednak tak ciągnęło mnie do prawdziwych aparatów z wymienną optyką, że ukręciłem jej obiektów. W liceum na rok emigrowałem do Kanady, gdzie z jednej strony po raz pierwszy zetknąłem się z komputerami (i usiłowałem napisać pierwszy swój symulator lotu rakiety) a z drugiej dorobiłem się pierwszego Nikona (FG20 czy jakoś tak). W liceum byłem znany jako ten aparat z aparatem. Studia architektury zacząłem na Politechnice Śląskiej by zaraz potem kontynuować je skutecznie, do tytułu BArch na Uniwersytecie Stanowym Louisiana, gdzie miałem również okazję studiować minor z fotografii (w tym czasie przesiadałem się przez kilka Nikonów, aż do F3). Po pięciu latach w USA (i objechaniu tego kraju cztery razy dookoła, i raz Meksyk) trafiony "patryjotycznością" wróciłem do Polski, dokończyłem studia architektury do tytułu magistra... i na tym skończył się niestety mój romans z architekturą - cale, stopy, funty i normy amerykańskie jakoś niewiele mi się przydały, natomiast był to okres, kiedy doceniono moje umiejętności graficzne - kolejne pięć lat byłem redaktorem naczelnym "Magazynu 3D". Współpraca skończyła się... wkrótce potem padło czasopismo, ale to zupełnie inna historia i raczej nie na trzeźwo. Wróciłem do fotografii tworząc portal dfoto.pl i astronomii - teleskopy.net - i podróżowania. Egipt, Włochy, Francja, Wielka Brytania, Bułgaria, Chorwacja, Sycylia, Chiny (to już z Jurkiem) - samochodem z namiotem byle zobaczyć więcej, i zajrzeć tam gdzie mało kto zajrzał przede mną. Od kilku lat żyją astronomią i z astronomii ... A teraz zapraszam na wspólne wyprawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Hit Counter provided by orange county plumbing