Nitmiluk National Park

Nitmiluk National Park

Po nocy spędzonej pod wiatą na campingu w towarzystwie małych kangurów zbieramy się w końcu do wyjazdu. Śniadanie, pakowanie samochodu i w drogę. Na początek blisko – do przełomu rzeki Katherine. Wersja krótka z powodu remontu okazuje się zamknięta, musimy zatem wybrać nieco dłuższą wersję – Windolf Walk do punktu widokowego Pat’s Lookout. Otaczający nas las jest … inny. Chyba nie ma w nim pojedynczej rośliny, którą rozponałbym jako znajome coś. Palmy. Cykasy. Eukaliptusy. Drzewa, których nazw nie próbuję zgadywać. Ma też inną fakturę. Jest rzadki. Przejrzysty. Suchy. Docieramy na punkt widokowy położony wysoko nad korytem rzeki wijącej się pomiędzy skalnymi ścianami. Pod nami przepływa statek wycieczkowy. Potem kilka kajaków. Z Kasią schodzimy do rzeki w miejscu zwanym Southern Rockhole. Woda jest zielona i ciepła. W drodze powrotnej na chwilę gubimy się wsród skał. Stefan szuka ścieżki na jednym końcu skalnego wyniesienia, ja na drugim. Oczywiście ostatecznie ścieżka sama się odnajduje i prowadzi nas w dół do samochodu.

Po wycieczce do parku wracamy na godzinę relaksu na basenie na campingu. Wreszcie ruszamy do Katherine i nieco na południe do jaskini Cutta Cutta. Przy wejściu musimy chwilę zaczekać – sprzedajacy bilety jest jednocześnie przewodnikiem, i musi wrócić na powierzchnię z poprzednią grupą. Wkrótce jednak ruszamy w typowy, rzadki las, z którego dna sterczą dziwne, ostre skały – czarne, przypominające lawę. Jednak to tylko okopcony wapień. I to dzięki niemu pod nami znajduje się jaskinia pełna stalagmitów, stalaktytów, draperii naciekowych błyszczących pięknie w świetle latarek.

Atmosfera w samochodzie jest super, i zabawa trwa kolejne godziny na campingu na pograniczu parku Kakadu.

Tomasz Czarnecki
Urodzony w roku lądowania na Księżycu... ale na razie nie udało mi się tam polecieć. Fotografuję od podstawówki, pierwszy aparat to smiena, jednak tak ciągnęło mnie do prawdziwych aparatów z wymienną optyką, że ukręciłem jej obiektów. W liceum na rok emigrowałem do Kanady, gdzie z jednej strony po raz pierwszy zetknąłem się z komputerami (i usiłowałem napisać pierwszy swój symulator lotu rakiety) a z drugiej dorobiłem się pierwszego Nikona (FG20 czy jakoś tak). W liceum byłem znany jako ten aparat z aparatem. Studia architektury zacząłem na Politechnice Śląskiej by zaraz potem kontynuować je skutecznie, do tytułu BArch na Uniwersytecie Stanowym Louisiana, gdzie miałem również okazję studiować minor z fotografii (w tym czasie przesiadałem się przez kilka Nikonów, aż do F3). Po pięciu latach w USA (i objechaniu tego kraju cztery razy dookoła, i raz Meksyk) trafiony "patryjotycznością" wróciłem do Polski, dokończyłem studia architektury do tytułu magistra... i na tym skończył się niestety mój romans z architekturą - cale, stopy, funty i normy amerykańskie jakoś niewiele mi się przydały, natomiast był to okres, kiedy doceniono moje umiejętności graficzne - kolejne pięć lat byłem redaktorem naczelnym "Magazynu 3D". Współpraca skończyła się... wkrótce potem padło czasopismo, ale to zupełnie inna historia i raczej nie na trzeźwo. Wróciłem do fotografii tworząc portal dfoto.pl i astronomii - teleskopy.net - i podróżowania. Egipt, Włochy, Francja, Wielka Brytania, Bułgaria, Chorwacja, Sycylia, Chiny - samochodem z namiotem byle zobaczyć więcej, i zajrzeć tam, gdzie mało kto zajrzał przede mną. Razem z Arsoba Travel zorganizowałem dwie udane wyprawy na zaćmienia Słońca. Po czym ruszyłem dalej w świat - Australia i Nowa Zelandia, i wielki powrót do USA, na zachód których od lat jeżdżę robić zdjęcia - i zapraszam do dołączenia do mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Hit Counter provided by orange county plumbing